Category Archives: bzdury

elajf, aczkolwiek niedługo

O wybaczenie upraszam, biegania trochę mam ostatnio, na pisanie czasu niet. A na domiar wesołego jutro z samego rana ląduję w szpitalu, więc mój offline się przedłuży przynajmniej do piątku.

Tematów do recenzji/notek już mi się nazbierało, ale cóż, poczekają.

luv.

będziemy prości, konkretni i przyziemni

Wersja literacka:

Kupiłam sobie dzisiaj małe zielone pudełeczko. I w tym małym zielonym pudełeczku będę trzymać nie wiem co. Ta zieleń w moim pokoju komponuje się jedynie z dwoma pustymi butelkami po piwie imbirowym, wyniesienie których jest czynnością ponad moje siły. 

Wersja przyziemna:

Wracając z popremiowych zakupów (nie wiem, czy nie powinnam użyć słowa „haul”, ale to się zalicza chyba dopiero >5 kupionych artykułów), zaniosło mnie do Empiku. Otępiała rozejrzałam się po półkach, pokręciłam głową i obróciwszy się na pięcie zeszłam piętro niżej do części papierniczej. (Chciałabym zaznaczyć, że podobne zachowanie jest z mojej strony czymś kosmicznie niezwykłym, Empik to dla mnie Ziemia Obiecana, Ararat, Mont Salvat i tak dalej, nie pamiętam kiedy ostatni raz udało mi się opuścić go bez przynajmniej dwóch nowych woluminów). 

Czyli, tak: w Empiku zamiast książki kupiłam małe zielone pudełko. Kartonowe, oklejone w części kolorowym, połyskującym papierem. Kupiłam je, uwaga, z próżności i pustki wewnętrznej, z zamiarem wrzucenia do niego części mojej kolekcji przeróżnych mazideł do twarzy. Kupiłam, pomimo drążącej mnie świadomości, że momentalnie upaskudzone zostanie pudrami, cieniami i paciajami, i że tak naprawdę postawię je na biurku i będę tylko patrzeć na delikatny zielonkawo-złoty deseń na pokrywce. 

Przerwałam na chwilę moje głębokie zamyślenie, by spojrzeć na fruwający mi za oknem mini-helikopter, wyglądający jak skrzyżowanie zielonej żaby (znowu zielony), UFO i wyjątkowo pokracznego pająka. Szybki check-out, rachunek sumienia, nie piłam, nie ćpałam, nie przygotowuję w schowku tajnej broni jądrowej, więc bycie szpiegowaną też odpada. Szybki rzut okiem na dół, na burą jeszcze trawę, osiedlowi gadżeciarze, panowie przed trzydziestką w bluzach z kapturami, z nieświeżym wąsikiem na twarzy i wyraźnie zarysowanymi brzuszkami eksplorują przestrzeń powietrzną typowego ursynowskiego osiedla zamkniętego. Żółć kapturka rysuje mi gałki oczne.

Offtopy są moim przekleństwem. A więc, (więc więc więc więc), pudełko będzie stało na biurku, mój strach przed skażeniem go jest zbyt obezwładniający. Poza tym, po prostu lubię ładne pudełka. Estetycznie. Najzwyczajniej w świecie. To chyba jedna z niewielu stereotypowo kobiecych cech zachowanych we mnie. Czerpię przyjemność z odkrywania ich, cech, nie pudełek. Pudełek też, w sumie. 

Zamiar oddzielenia warstwy racjonalnie rzeczywistej i logicznej od pseudoliterackiego bełkotu najwyraźniej nie wystarczył do sukcesu. Będę ćwiczyć.

Ogólnie, poeta miał na myśli, że jesteśmy puści i barwni, boimy się innych kolorowych, mogą być piękniejsi i bardziej wartościowi od nas. Nie zanurzamy się w nich, zostajemy na powierzchni, ślizgamy się po przyjemnie śmierdzącej benzyną kałuży pozorów, jesteśmy idealni i prości, błędy nie istnieją. Nie zobaczę w tobie człowieka, bo musiałabym przewartościować z twojej perspektywy moje spojrzenie na siebie i otaczający nas piękny, piękny, piękny świat.
To ma być blog kategorii uroda / lifestyle/ ludzie to morony.

Kto by zgadł.