Tag Archives: Snail

.Missha Super Aqua Cell Renew Snail Cream

Jak napisałam wcześniej, niesiona falą manii na punkcie wszystkiego, co ślimaczkowe, ściągnęłam sobie z drugiego krańca świata (czyli z Korei) pakiet trzech próbek Missha Super Aqua Cell Renew Snail Cream. Miłość do ślimaków przezwyciężyła nawet niechęć do samej firmy, jako że jeszcze żaden z produktów Misshy nie sprawdził się na mojej kapryśnej skórze. Ale jak wiemy, nadzieja matką głupich, a nuż widelec, co gdyby i tak dalej.

Uwaga,  notka jest MINI-RECENZJĄ. Nie oceniam skutków długofalowych, jako że po tygodniu stosowania produktu z próbek ciężko takowe ocenić. Skupię się na efektach doraźnych. 

Przybliżmy produkt. Jest to przeciwzmarszczkowe cudo, według producenta zapewniające wybielenie, nawilżenie, złagodzenie podrażnień, spłycenie blizn, uszkodzeń i tak dalej i tak dalej. Tańczy, śpiewa, gotuje, naprawi skarpety i przyszyje guziki do koszuli.

Krem ma nadawać się do wszystkich typów cery. Nie zawiera barwników, parabenów i pochodnych ropy naftowej. Dokładnego składu nie byłam w stanie zlokalizować, z tego co wyczytałam zawiera 70% wyciągu ze śluzu ślimaka. Do tego jakiś macierzyste komórki roślinne, ekstrakt z baobabu i koncentrat z wód oceanicznych (?). Prawdziwy morderca/pogromca (pogromca brzmi lepiej?) zmarszczek i rycerz uciśnionej, przesuszonej skóry.

Swoją drogą, podziwiam sposób, w jaki grafikowi przygotowującemu kampanię udało się przedstawić ślimaka w sposób odświeżający, absolutnie higieniczny i wręcz połyskujący nieskazitelnością. 

Do wykorzystania miałam 3 saszetki z kremem. Jedna starczyła na dwa użycia, bez szczególnego oszczędzania. Zatem romansowałam z niniejszym mazidłem tylko trzy dni, na noc i na dzień, przy ograniczeniu innych nawilżaczy. Dlaczego ograniczeniu, a nie odstawieniu? Ha.

Pierwsze wrażenie było pozytywne. Nazwanie tego kremem było działaniem nieco na wyrost, produkt ma leciuchną, żelową konsystencję. Zapach jest przyjemny, świeży. Przy nakładaniu  pojawia się miłe uczucie chłodu, na lato i upały jak znalazł. Wchłonięcie następuje błyskawicznie, substancja wręcz znikała z palców od razu po przyłożeniu ich do twarzy. Skóra lekko się napięła, moje mimiczne zmarszczki na czole odrobinę się wygładziły. Tylko odrobinkę.

Krótkie info: mam cerę mieszaną, wrażliwą, ze skłonnością do wszelkich niedoskonałości. Miejscowo przesuszoną, ale i przetłuszczającą się. Full service. 

No właśnie. Tyćkę. Tyciunię. To przyjemne napięcie zniknęło może po 30 minutach, zastąpione paskudnym uczuciem suchości i sztywności skóry. Nałożyłam kolejną warstwę i poszłam spać. Rano obudziłam się z totalnie przesuszoną, szorstką cerą, ze zmarchami i zagnieceniami od poduszki na środku facjaty. Jak zobaczyłam te bruzdy to sprawdziłam sobie metrykę, czy oby na pewno mam 23 lata a nie 33. Krem zwyczajnie nie wyrobił. Moja twarz zawsze entuzjastycznie spijała wszelkie nawilżacze, ale z reguły jakiś efekt się utrzymywał chociaż na czas snu – regeneracji. A tu?  Wooody! Wooooody! Umieeeraam!

Nic to, użyjemy na dzień, pod makijaż. Znowu to samo, nawilżenie nawet godziny nie trwało. Krem BB wlazł mi we wszelkie możliwe pory i skórki, a zaznaczę, że z reguły tak nie cuduje. Następnego dnia nauczona doświadczeniem wprowadziłam serum nawilżające „pod”, i wtedy efekty były już akceptowalne. Wyprasowało mnie na trochę dłużej, ale znowu niewystarczająco.

Znaczy jak, moje serum na bazie HA+aloes+D-panthenol lepiej nawilża od cudownego wyciągu ze śluzu ślimaka? Doraźnie tak. Na dłuższą metę? Nie wiem, i się nie przekonam, bo krem nie spełnia moich podstawowych wymagań dotyczących nawilżenia. Szkoda kasy na pełne opakowanie, jeśli i tak musiałabym się wspomagać czymś solidniejszym. Jesli kogoś stać, może zaopatrzyć się we wszystkie produkty z tej serii, w teorii powinny się uzupełniać, ale dla mnie to zbyt droga impreza.

Podsumowując:

  • Lekki, przyjemna konsystencja, błyskawicznie się wchłania. Dla cer bardzo tłustych – jak znalazł. Dla cer z oznakami przesuszenia może być niewystarczający. Jednakże nie zapchał, krzywdy nie zrobił, wysypu nie zaobserwowałam.
  • Napina skórę, wygładza zmarszczki, ale tylko troszeczkę i krótkodystansowo. Nie wiem jak działa na dłuższą metę, po powiedzmy paru miesiącach stosowania – może i czyni cuda. Ale nie przekonam się, mam inny typ.
  • Nawilżenie na poziomie miernym, zupełnie nie tego się spodziewałam po ślimaku. Bez wspomagania nie ma co liczyć na utrzymanie tapety w stanie względnie nienaruszonym.

Jestem o wiele bardziej zadowolona ze ślimaczka od TonyMoly:) Ten nawilżył jak trzeba, czekam na kolejne próbki od Madzialeny, potestuję dłużej, opiszę i może, może skuszę się na pełnowymiarową wersję.

HOWGH.

Reklamy

kolejna paczka z Korei – tym razem wersja mini

Rozdarta pomiędzy problemami zdrowotnymi a sprawami uczelnianymi (te pierwsze ustępują, a tych drugich ostro przybywa) z trudem jestem w stanie znaleźć czas i natchnienie na wyczyny literackie. Wracając do domu z reguły robię „klap” na łózko i kimam, a po wybudzeniu z drzemki załączam sobie tryb zombie i przeglądam Internety bez zbytniego angażowania komórek mózgowych.

magisterka, magisterka.

Doszła do mnie mini paczuszka zamówiona przez ebay. Znowu od tego samego sprzedawcy, i znowu coś jest nie tak. No cholera.

Zamówiłam miniaturki z antytrądzikowej serii pod wezwaniem dr.Jart+, Sensitive Sun Cream oraz Spot Out. Mini-tubka z filtrem jest perfekto, pełna, cała i tak dalej. Ale już ta z żelem antytrądzikowym –  praktycznie pusta. Odkręciłam zakrętkę radośnie, ojej, popatrzę co to, powącham, potestuję. Naciskam leciutko. Nic nie leci. Naciskam odrobinę mocniej, bojąc się by nie wylać przez przypadek połowy zawartości. Nic. Jeszcze mocniej. Znowu nic. Kiedy przycisnęłam plastik tak, jak tubkę kończącej się pasty do zębów, na dziurce aplikatora pojawiła się kropelka płynu.

Teoretycznie w tym czymś powinno być 5ml produktu. Tam 1 ml nie ma. Ktoś sobie z kulki leci. Nie wiem, czy sklep czy dystrybutor. Ja wiem, że to byle co, ale rany julek. Jedno zamówienie może się spieprzyć, bywa. Ale dwa pod rząd? I tutaj nawet ich rewelacyjny kontakt z klientem już za wiele nie pomaga. (Feedback mają świetny, miło, szybko, grzecznie).

W imię zapomnianych próbek z poprzedniego zamówienia dorzucili mi jedną bonusowo. No łał. Szał ciał i uprzęży.

Zawartość mini-paczki prezentuje się tak:

    • wspomniane powyżej mazidła dr.Jart, to te dwie małe tubki
    • zamówiony pakiet trzech próbek Missha Super Aqua Cell Renew Snail Cream, czyli kontynuacja mojej ślimaczkowej manii.
    • próbka Missha Time Revolution Wrinkle Cure Melting Rich Mask Cream, te azjatyckie nazwy…
    • próbka ACNE-X Claryfying Toner, nie bardzo dla mnie, nie używam toników odkąd przerzuciłam się na hydrolaty
    • TonyMoly AC Control Acne Cleansing Foam, takich cudów też nie stosuję, luv olejki z emulgatorem.
    • TonyMoly Tomatox, a tego już jedną saszetkę mam, czeka na swoją kolej, druga też się pewnie przyda.

 Cóż, czyhanie na darmowe próbki zawsze było loterią. Wolę jednak zamawiać konkretnie to co chcę, chociaż wtedy odpada element Niespodzianki. A ja kocham niespodzianki:)

Skończyłam listek Snail Nutrition Triple Function BB Cream od Skin79, i nie powiem, mocno korci mnie by zamówić całe opakowanie. Zrobię  oddzielny post z mini-recenzją po 3 użyciach (ślimaczek wydajny jest ekstraordynaryjnie). Zastanawiam się tylko, Wersja 15g czy od razu szarpnąć się na 40g? Swoje kosztuje, a boję się, czy mnie na dłuższą metę na zapcha. Do tego dochodzi kwestia podróbek, produkty Skin79 są podobno reprodukowane na prawo i lewo, zna ktoś wiarygodnego sprzedawcę?

Z niusów pozakosmetycznych – goję się po operacji ładnie, i już sobie spokojnie śmigam, bez zbytniego forsowania, ale jest dobrze. I z tejże okazji dołączę na sam koniec katechezę.

Laski, badajcie sobie piersi. To ważne. Częste samobadanie + regularne wizyty kontrolne u lekarza + przynajmniej raz do roku USG. Parę godzin wystanych w kolejkach w przychodniach nikogo jeszcze nie zabiło, a zaniedbanie – TAK. Naprawdę wiele osób. 

Tony Moly, czyli ki diabeł? Pierwsze starcie.

Nic tak nie ustawia humoru na cały boży dzień, jak wizyta listonosza z rana, i od razu z dwiema paczkami. Luv. Osładza to nawet konieczność zawleczenia swojej własnej smętnej osoby na zajęcia na uczelni, o zgoła nie cywilizowanej godzinie.

Nie radzę sobie z porankami. Bardzo nie radzę.

Błąkając się po necie trafiłam  na bloga Madzialeny. Niewiasta ta trudni się od jakiegoś czasu próbą otworzenia pełnowymiarowego sklepu internetowego z produktami koreańskiej firmy Tony Moly. Sklep będzie tutaj, a tymczasem zapoznać się z ofertą można za pośrednictwem zakładki „mini-sklepik” na wspomnianym blogu.

Skuszona wyjątkowo niskimi cenami próbek (kaman, taniej niż na ebayu), naskrobałam maila z prośbą o przesłanie mi paru arkuszy. Kontakt był rewelacyjny, raz-dwa się dogadałyśmy, paczka została wysłana błyskawicznie i już dzisiaj ucieszyła moje oczy. W środku znalazłam wszystko, o co prosiłam, + mały bonus w postaci dwóch dodatkowych próbek (to zielone cuś w lewym dolnym rogu zdjęcia i baza pod podkład Sephory – dziękuję bardzo, zieleniec się przyda, a z bazy ucieszyła się koleżanka, u niej się sprawdzała kiedyś bardziej niż u mnie). Dzięki jeszcze raz:*

Jak widać po prawej stronie, do Tony Moly Expert Triple BB Cream już się dobrałam.

Pierwsze wrażenia?

  • dosyć treściwy, „kremowy”, ładnie się rozprowadza, ale trzeba uważać, by nie przesadzić. Można zrobić nim maskę
  • kolor lekko różowawy, jasny, ale bez przesady. Po wtopieniu się wygląda bardzo ładnie, podobnie do Lioele Triple Solution (który jest bardziej żółtawy). Róż nie jest zbyt intensywny, na mnie (jestem odcieniowym mieszańcem) prezentuje się dobrze.
  • krycie (znowu) prawie jak w Lioele Triple the Solution. Ogólnie jakieś podobne są. Solidne, przykrywa mniejszych wrogów na twarzy, na większych przyda się korektor, tradycyjnie.
  • daje przyjemny efekt zdrowej cery,  bez zbędnego połysku, ale i bez tępego matu. Moja tłusta skóra jednak domagała się lekkiego przypudrowania.
  • a po powrocie z uczelni… – trwałość. Z tym jest cienko. Po około 3h zaczął się świecić, po 5 wyglądał jak-cię-mogę, wlazł drań w pory, suche skórki i osadził się w zmarszczkach mimicznych. Na odległość raczej nie rzucało się w oczy, ale z bliska perfekcji już nie było. Fakt faktem, mam dziś słaby dzień, może też nałożyłam bb cream zbyt grubą warstwą. Efekt początkowy był super, z tym świeceniem u mnie to nic dziwnego (a ostatnio zmieniłam krem matujący, na Tołpa dermo face, sebio, i jakoś ani fluidy ani kremy bb się z nim nie dogadują na dłuższą metę). Przetestuję jeszcze, może bez wstępnego zagruntowania cery, na inny krem, w jakiś wolny dzień. Ma potencjał, to pewne.
  • Dla w miarę zbalansowanej cery będzie jak znalazł, wyrówna i zakryje co trzeba. 

W drugiej tego dnia paczce znalazły się dwa zamówione przez mnie na Allegro maleństwa: minaturka 5ml dr.Jart BB Silver oraz próbka „ślimaczka”- Snail Nutrition BB Cream, firmy Skin79. Transakcja była przyjemna, przesyłka bardzo szybka. Do tego słodki dodatek – miło, ale takie działania powinny być zakazane. Tak się starałam ograniczać słodycze, a tu: czekoladka. I to z advocaatem. Moja wola została złamana, chlip.

Przy okazji: czy to nie zabawne, w każdej przesyłce którą człowiek otrzymuje, największą radość sprawiają właśnie te małe, darmowe niespodzianki – a nie przemyślana i opłacona właściwa zawartość. 

Srebrny dr.Jart będzie robił za korektor idealny, krycie ma spektakularne, na co dzień na całą twarz przyciężki, ale miejscowo – działa niczym kamuflaż. I nie jest różowy – wtapia się we wszystkie mazidła które mogę mieć na twarzy. Aktualnie wersja mini, do tej roli wystarczy, ale może kiedyś…:)

Co do „ślimaczka”. Bogiem a prawdą, za produktami Skin79 nie przepadam. Ich najbardziej popularne kremy bb mogę sobie o kant tyłka potłuc, kryć nie kryją, świecę się po nich jak wiadomo czemu wiadomo co – ot, moja mieszana cera ich nie kocha – delikatnie ujmując. Jednakże poczytałam sobie ostatnio o hajpie na kosmetyki z zawartością śluzu ślimaka – podobno cuda czynią cerom problemowym. Stąd próbka w moim posiadaniu. Bliżej opisywać zagadnienia nie będę, kto zechce, to zapyta wujka Google.

Nawiasem mówiąc, dwie z saszetek od Madzialeny zawierają ślimaczkowy krem (a jakże) TonyMoly. A z ebaya leci do mnie wersja Misshy. Śliiiimaaaaki, śliiiimaaaaki. Obrzydliwa nie jestem, lubię ślimaki:)

A, i jeszcze jedno. Wczoraj doskrzydełkowały do mnie próbki z Meow Cosmetics. Siedzę otoczona  proszkami i dumam. Z rozpędu strzeliłam sobie do nich dwa pędzle, niedrogie, jak dla początkującej, i zastanawiam się jak ogarnąć te „mineralne minerały”. Na razie drogą eliminacji wyłoniłam ze stosu dwa odcienie, Sleek Mau i Sleek Korat, z tym, że jeden jest różowawy, a drugi żółtawo-beżowy. I wydaje mi się, że oba mi pasują. Desperacja.

Nie kryją też, jak się spodziewałam (Flawless Feline). I na co je kłaść? Podrzuci ktoś pomysł na dobrą bazę pod minerały?

Meow meow. Ale to już temat na osobną notkę.