Tag Archives: thefaceshop

The Face Shop Black Head EX Nose Clay Mask, czyli o depilacji doskonałej

Nie będę ukrywać, że mam dość zaawansowany problem z zadomowionym na mojej twarzy plemieniem czarnych głów. Uparte toto i nawet kwasy nie potrafią skłonić go do spakowania manatków i zabrania się z mojego nosa. Na co dzień tapeta swoje robi, ludzi raczej nie straszę, ale w życiu każdego człowieka bywają momenty, gdy musi pokazać się bez makijażu – no i zonk.

Skóra moja przypomina trochę krajobraz księżycowy, z adekwatną ilością kraterów, więc na początku nie przewidywałam większych komplikacji z zastosowaniem standardowych naklejanych na nos pasków. A tu figa. Nie ruszają mnie właściwie wcale, te cudowne chwalone paski Nesura robią mniej niż lekki peeling.

Przeczytałam w Sieci o mazidle będącym tematem tej notki, i co tu kryć, zapaliłam się. Formuła maski, nie płatka tkaniny, z definicji pozwala na idealne dopasowanie się do krzywizn rysów twarzy. Ta-DA-DAM, czyżby długo oczekiwane wybawienie?

Zaaplikowałam sobie to cudo na twarz prawie od razu po rozpakowaniu pudełka (po rozgrzaniu twarzy, otworzeniu porów itd ). Ale oczywiście przecież nie należy wierzyć producentowi, jeśli napisał że dany produkt należy stosować na NOS, no skąd, trzeba być cwanym i uznać, że wie się lepiej, i że na pewno, ale to na pewno nie zaszkodzi.

I przeinteligentna Caryca radośnie nałożyła lepką maź na całą strefę T + część policzków. Dość grubą warstwą (krótka uwaga o wydajności: maska starczy może na 4-5 aplikacji na sam nos). Schło długo jak diabli, powyżej 30 minut, tak na kamień. I wtedy się zaczęło.

Zrywałam maksymalnie delikatnie, a i tak myślałam, że umrę teraz, w tym momencie, zostawcie mnie, nie zdejmę tego, będę tak żyła z szarą gliną na twarzy. Chciałabym zaznaczyć, że raczej nie jestem typem „aj! to kłuuuuje! mamusiuu, ja już nie moooogę, boooli!”. Swoje woski się przeżyło.

Procedura trwała z kwadrans, a kiedy załzawionymi oczami spojrzałam na trzymaną w dłoni skorupę…

Wkurzyłam się. Centralnie, całkowicie i bezkompromisowo. Maska z całego obszaru który objęła usunęła może 5 (słownie: PIĘĆ) czarnych głów. A cała jej powierzchnia była pokryta małymi włoskami, meszkiem, który wcześniej znajdował się na mojej twarzy. Zgarnęła wszystko na gładko, co oczywiście przypłaciłam podrażnieniem i małym wysypem. Zaczęłam podejrzewać, że na tych krążących po necie zdjęciach pokazujących „efekty”, widać tak naprawdę właśnie jakieś grubsze włoski, psiamać.

Znaczy, nie mam pretensji o zlikwidowanie mojego meszku na czole, bo sama byłam taka mądra i nałożyłam tam maskę, ale na nosie konsekwencje były identyczne. Jakbym chciała mieć wosk do twarzy, to bym kupiła wosk do twarzy, a nie maskę usuwającą zaskórniki. tym bardziej, że mam dość zanieczyszczoną cerę, jeśli (po zadbaniu o otwarcie porów) z mojej skóry niczego nie „złapało”, to z jakiej złapie?

Cholera wie, może dla kogoś się nada, każda twarz jest inna. Ale ja mówię tej paciai duże, tłuste NIE.

Reklamy