Tag Archives: TonyMoly

Tony Moly, czyli ki diabeł? Pierwsze starcie.

Nic tak nie ustawia humoru na cały boży dzień, jak wizyta listonosza z rana, i od razu z dwiema paczkami. Luv. Osładza to nawet konieczność zawleczenia swojej własnej smętnej osoby na zajęcia na uczelni, o zgoła nie cywilizowanej godzinie.

Nie radzę sobie z porankami. Bardzo nie radzę.

Błąkając się po necie trafiłam  na bloga Madzialeny. Niewiasta ta trudni się od jakiegoś czasu próbą otworzenia pełnowymiarowego sklepu internetowego z produktami koreańskiej firmy Tony Moly. Sklep będzie tutaj, a tymczasem zapoznać się z ofertą można za pośrednictwem zakładki „mini-sklepik” na wspomnianym blogu.

Skuszona wyjątkowo niskimi cenami próbek (kaman, taniej niż na ebayu), naskrobałam maila z prośbą o przesłanie mi paru arkuszy. Kontakt był rewelacyjny, raz-dwa się dogadałyśmy, paczka została wysłana błyskawicznie i już dzisiaj ucieszyła moje oczy. W środku znalazłam wszystko, o co prosiłam, + mały bonus w postaci dwóch dodatkowych próbek (to zielone cuś w lewym dolnym rogu zdjęcia i baza pod podkład Sephory – dziękuję bardzo, zieleniec się przyda, a z bazy ucieszyła się koleżanka, u niej się sprawdzała kiedyś bardziej niż u mnie). Dzięki jeszcze raz:*

Jak widać po prawej stronie, do Tony Moly Expert Triple BB Cream już się dobrałam.

Pierwsze wrażenia?

  • dosyć treściwy, „kremowy”, ładnie się rozprowadza, ale trzeba uważać, by nie przesadzić. Można zrobić nim maskę
  • kolor lekko różowawy, jasny, ale bez przesady. Po wtopieniu się wygląda bardzo ładnie, podobnie do Lioele Triple Solution (który jest bardziej żółtawy). Róż nie jest zbyt intensywny, na mnie (jestem odcieniowym mieszańcem) prezentuje się dobrze.
  • krycie (znowu) prawie jak w Lioele Triple the Solution. Ogólnie jakieś podobne są. Solidne, przykrywa mniejszych wrogów na twarzy, na większych przyda się korektor, tradycyjnie.
  • daje przyjemny efekt zdrowej cery,  bez zbędnego połysku, ale i bez tępego matu. Moja tłusta skóra jednak domagała się lekkiego przypudrowania.
  • a po powrocie z uczelni… – trwałość. Z tym jest cienko. Po około 3h zaczął się świecić, po 5 wyglądał jak-cię-mogę, wlazł drań w pory, suche skórki i osadził się w zmarszczkach mimicznych. Na odległość raczej nie rzucało się w oczy, ale z bliska perfekcji już nie było. Fakt faktem, mam dziś słaby dzień, może też nałożyłam bb cream zbyt grubą warstwą. Efekt początkowy był super, z tym świeceniem u mnie to nic dziwnego (a ostatnio zmieniłam krem matujący, na Tołpa dermo face, sebio, i jakoś ani fluidy ani kremy bb się z nim nie dogadują na dłuższą metę). Przetestuję jeszcze, może bez wstępnego zagruntowania cery, na inny krem, w jakiś wolny dzień. Ma potencjał, to pewne.
  • Dla w miarę zbalansowanej cery będzie jak znalazł, wyrówna i zakryje co trzeba. 

W drugiej tego dnia paczce znalazły się dwa zamówione przez mnie na Allegro maleństwa: minaturka 5ml dr.Jart BB Silver oraz próbka „ślimaczka”- Snail Nutrition BB Cream, firmy Skin79. Transakcja była przyjemna, przesyłka bardzo szybka. Do tego słodki dodatek – miło, ale takie działania powinny być zakazane. Tak się starałam ograniczać słodycze, a tu: czekoladka. I to z advocaatem. Moja wola została złamana, chlip.

Przy okazji: czy to nie zabawne, w każdej przesyłce którą człowiek otrzymuje, największą radość sprawiają właśnie te małe, darmowe niespodzianki – a nie przemyślana i opłacona właściwa zawartość. 

Srebrny dr.Jart będzie robił za korektor idealny, krycie ma spektakularne, na co dzień na całą twarz przyciężki, ale miejscowo – działa niczym kamuflaż. I nie jest różowy – wtapia się we wszystkie mazidła które mogę mieć na twarzy. Aktualnie wersja mini, do tej roli wystarczy, ale może kiedyś…:)

Co do „ślimaczka”. Bogiem a prawdą, za produktami Skin79 nie przepadam. Ich najbardziej popularne kremy bb mogę sobie o kant tyłka potłuc, kryć nie kryją, świecę się po nich jak wiadomo czemu wiadomo co – ot, moja mieszana cera ich nie kocha – delikatnie ujmując. Jednakże poczytałam sobie ostatnio o hajpie na kosmetyki z zawartością śluzu ślimaka – podobno cuda czynią cerom problemowym. Stąd próbka w moim posiadaniu. Bliżej opisywać zagadnienia nie będę, kto zechce, to zapyta wujka Google.

Nawiasem mówiąc, dwie z saszetek od Madzialeny zawierają ślimaczkowy krem (a jakże) TonyMoly. A z ebaya leci do mnie wersja Misshy. Śliiiimaaaaki, śliiiimaaaaki. Obrzydliwa nie jestem, lubię ślimaki:)

A, i jeszcze jedno. Wczoraj doskrzydełkowały do mnie próbki z Meow Cosmetics. Siedzę otoczona  proszkami i dumam. Z rozpędu strzeliłam sobie do nich dwa pędzle, niedrogie, jak dla początkującej, i zastanawiam się jak ogarnąć te „mineralne minerały”. Na razie drogą eliminacji wyłoniłam ze stosu dwa odcienie, Sleek Mau i Sleek Korat, z tym, że jeden jest różowawy, a drugi żółtawo-beżowy. I wydaje mi się, że oba mi pasują. Desperacja.

Nie kryją też, jak się spodziewałam (Flawless Feline). I na co je kłaść? Podrzuci ktoś pomysł na dobrą bazę pod minerały?

Meow meow. Ale to już temat na osobną notkę.