Tag Archives: trądzik

Skwaszona.

Nie wiem co mnie podkusiło, ostatnio doprowadziłam skórę do stanu akceptowalnego (jak na mnie), tzn bez wyraźnych wulkanów. Nawet po przebudzeniu wyglądałam niezbyt tragicznie, yay! Ale szlag mnie trafiał gdy patrzyłam na te przeklęte zaskórniki panoszące się na moim szlachetnym obliczu. Otwarte, zamknięte, nie do zamaskowania tapetą, full service. Do tego kolekcja blizn i przebarwień, nieodłącznych towarzyszy trądziku.

W lodówce stoi krem azelo/bha z BU, został jeszcze miesiąc do daty ważności. W szafce pół butelki toniku aha/bha 10%. Krótka piłka, właściwie bez głębszego zastanowienia postanowiłam pozłuszczać się w te ostatnie (prawdopodobnie) dni stonowanej pogody.

Wysyp zaliczyłam cudowny, jak zawsze po kwasach. Łuszczenie się zaczęło, ale na razie bez bajerów. Najgorsze są te wulkany. Wiem, oczyszczanie bla bla bla, wiem, zawsze tak było, ale w moim życiu tylko raz udało mi się dotrzeć do tego etapu „po” wysypie, gdy cera stała się wyrównana i gładka. Po ostrych mazidłach od dermatologa, już nawet nie pamiętam jakich. Tyle ich było.

Wtedy trwało to długo, teraz przypalę się solidnie, bo mam najwyżej miesiąc – przed upałami. Tylko proszę, niech mnie ktoś pocieszy, że jest sens męczyć się  z tym wysypem, że coś z tego będzie, że chociaż część tych przeklętych zaskórników zejdzie, bo odkąd odstawiłam hormony sytuacja jest kiepska. A nie mogę do nich wrócić jeszcze przez pewien czas.

Ciężko mi momentami wierzyć w te historie o „oczyszczaniu się” cery. Moje doświadczenia są niezbyt pocieszające. Potwierdzi ktoś skuteczność? Tym bardziej, że po wysypie zawsze zostają mi kolejne blizny, czy kwas sobie poradzi i z nimi?

Niby już mam za sobą kuracje kwasami, które trwały długo, ale efektów nie było. No nic, ostatnia próba.

To był taki mały skórny self-hejt.